sobota, 17 października 2009

"Dersu Uzała" Akira Kurosawa

O arcydziełach można pisać wiele, lecz zwykle żadna myśl nie jest szczególnie oryginalna. Najlepszą rekomendacją będzie więc stwierdzenie: film przetrwał próbę czasu

Kiedy w 1853 roku amerykańskie „Czarne Statki” pod wodzą komodora Matthewa C. Perry’ego wycelowały swe armaty w zabudowania Edo, wszyscy zdali sobie sprawę, że oto nastąpił początek nowej epoki, a o kontynuowaniu polityki izolacji Japonii, wprowadzonej edyktem Sakoku Rei z 1635 roku, nie może być mowy. Kraj Kwitnącej Wiśni otwarł się na zachodnie wpływy polityczne, społeczno-ekonomiczne i kulturowe. Trend umocnił się po drugiej wojnie światowej, podczas okupacji kraju przez wojska amerykańskie.

W przeciwieństwie do wielu współczesnych mu japońskich artystów Akira Kurosawa nigdy nie krył swej fascynacji sztuką Zachodu. Choć sprzeciwiał się bezmyślnej implementacji zachodniej kultury na tereny swojego kraju, w swej twórczości pełnymi rękoma czerpał z tych jej elementów, które uzna za wartościowe. W kilku filmach – z nieśmiertelną „Strażą przyboczną” na czele – nawiązywał do lejtmotywów westernu, łącząc je z konwencją jidai-geki, dwukrotnie też – najpierw w Tronie we krwi, później w Ranie – dokonał przeniesienia dramatów Shakespeara w realia feudalnej Japonii.

W większym jednak stopniu niż anglosaska, przemawiała do niego kultura rosyjska. W latach 50-tych Kurosawa nakręcił adaptacje Idioty Dostojewskiego i Na samym dnie Gorkiego. Miał on wówczas nadzieję dokonać jeszcze jednego filmowego przekładu rosyjskiej literatury – powieści pamiętnikarskiej Dersu Uzała autorstwa Władimira Arsienjewa, lecz z pomysłu tego zrezygnował. Powrócił do niego dopiero w latach 70-tych, kiedy po bankructwie założonej przez siebie wytwórni Yonki-no-Kai Productions, nie miał szans na to, by w Japonii ktokolwiek chciał powierzyć w jego ręce kamerę, a jedyną sposobnością realizacji filmu okazało się zrobienie go wspólnie z Rosjanami. Dla nich z kolei produkcja ta była sprawą prestiżową, tak więc nie szczędzili na nią ani pieniędzy, ani czasu, ani ludzi. Dość powiedzieć, że w tę koprodukcję radziecko-japońską, stronę japońską reprezentował tylko reżyser, związany z nim od wielu lat operator Asakazu Nakai, młody pomocnik reżysera Takashi Koizumi (który zasłynie dopiero w 1999 realizując Po deszczu według scenariusza Kurosawy) oraz producent Yoichi Matsue.

Dersu Uzała był myśliwym z plemienia Nahajów, którego Władimir Arsienjew – rosyjski oficer, kartograf i etnograf – spotkał podczas pierwszej ze swych wypraw na ziemie ussyryjskie i którego unieśmiertelnił na kartach swej najsłynniejszej książki. Film Kurosawy, jest z jednej strony dość wierną jej ekranizacją, z drugiej natomiast refleksją nad sposobem postrzegania natury we współczesnym świecie i relacjami pomiędzy dwoma odmiennymi światami.

Dersu Uzała posiada trzech bohaterów: myśliwego o animistycznym systemie postrzegania świata, rosyjskiego scjentystę, oraz przyrodę. Ta ostatnia przyjmuje dla Kurosawy niemal ludzki charakter. Łączy w sobie szereg sprzeczności, stając się ucieleśnieniem idei Erosa i Tanatosa – jest piękna lecz niebezpieczna, utrzymuje człowieka przy życiu, lecz również je odbiera. Przy czym, choć decyduje o życiu i śmierci pojedynczych ludzi, jej los uzależniony jest od poczynań całej ludzkości. Jak w żadnym innym ze swych filmów, Kurosawa daje w Dersu Uzale wyraz swemu przekonaniu o konieczności życia w zgodzie z naturą. Nie jest to zresztą dziwne, wszak odebrał wychowanie w duchu shintoizmu, a tematyka ekologiczna była w ówczesnych czasach obecna w japońskiej kinematografii nawet w filmach z nurtu kaijū eiga (filmy o wielkich potworach, który Godzillą z 1954 roku zapoczątkował Ishirō Honda).

Poważnym błędem byłoby jednak postrzeganie tego filmu w kategoriach tak modnej obecnie bezrefleksyjnej proekologicznej propagandy. Po pierwsze, Kurosawa nie postrzega świata w dualistycznych kategoriach „dobra przyroda” i „zła cywilizacja”, czemu wyraz daje wskazując na to, że podstarzały, ślepnący Dersu nie ma szans na przeżycie w dziczy, a o czym świadczy również to, że film nie został w ZSRR okrzyknięty mianem „reakcyjnego”. Po drugie zaś, Dersu Uzała ma do zaoferowania znacznie więcej – to film o męskiej przyjaźni, spotkaniu dwóch światów i o niemożności zmienienia własnej natury. Do tego przepięknie zrealizowany pod względem audiowizualnym i o wyjątkowo precyzyjnie skonstruowanej strukturze narracyjnej. Kurosawa stworzył bowiem film, w którym dwie części ułożone są względem siebie symetrycznie – pierwsza zaczyna się wątkiem grobu, druga się nim kończy, pierwsza kończy się rozstaniem głównych bohaterów, druga zaczyna ich odnalezieniem się, w pierwszej części to Dersu ratuje niedoświadczonego Arsienjewa, w drugiej to Rosjanie pomagają Nahajowi, w pierwszej części myśliwy poucza poruszających się w lesie po omacku, „ślepych” na rozsiane wszędzie ślady żołnierzy, w drugiej sam stopniowo traci wzrok i nie jest w stanie dostrzec znajdujących się w pobliżu zwierząt etc, etc.

Osobną kwestią jest sposób wydania filmu na DVD. Wydawnictwu Epelpol należy się pochwała. Co prawda sama jakość obrazu nie jest najlepsza, lecz rekompensują ją dodatki. Pierwszym z nich jest interesujący wywiad z Jurijem Wołominem, który wcielił się w postać Arsienjewa. Aktor niezwykle barwnie opowiada o kulisach powstawania Desru Usały, a to, że czasem delikatnie rozmija się z prawdą i nadmiernie koloryzuje, dodaje jego wypowiedzi jedynie uroku. Oprócz tego obejrzeć możemy krótki fragment radzieckiej kroniki, w której pojawia się prawdziwy Arsienjew, oraz kilkuminutowy dokument z planu zdjęciowego i dziewiątej edycji Moskiewskiego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego. Druga część tego ostatniego będzie szczególnie interesująca dla nas Polaków, jako że można w nim zobaczyć fragmenty z Andrzejem Wajdą i Danielem Olbrychskim, oraz wysłuchać uroczego komentarza lektora, z którego wynika, że festiwal ten był świadectwem braterstwa zaprzyjaźnionych narodów. Ostatnim miłym dodatkiem jest ciesząca oko kilkustronicowa wkładka autorstwa Tomasza Jopkiewicza, zawierająca najważniejsze informacje o powstaniu i recepcji filmu, zaangażowanych w prace nad nim osobach, oraz autorze i bohaterze książki.

O Dersu Uzale można by napisać wiele, lecz – jak to zwykle z arcydziełami bywa – żadna myśl nie będzie szczególnie oryginalna. Choć od premiery tego utworu minęło już niemal ćwierć wieku, nadal budzi podziw. Kurosawa, mimo iż za życia oceniany był różnie, był bowiem niekwestionowanym mistrzem w tworzeniu filmów, które przetrwają próbę czasu.


Tekst został pierwotnie opublikowany na łamach serwisu kulturalnego portalu Netbird.pl


W ramach bonusu: trailer.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz