czwartek, 3 grudnia 2009

"Figaro" Jacques Weber

Jacques Weber po raz kolejny udowodnił, że jest lepszym aktorem niż reżyserem. Stworzył przyzwoitą produkcję telewizyjną, która niepotrzebnie chciała być czymś więcej niż komedią omyłek.

Osoby zaznajomione z dokonaniami Jacquesa Webera zdają sobie sprawę z tego, iż Państwowego Orderu Zasługi oraz Orderu Sztuki i Literatury nie otrzymał on ze względu na swą działalność filmową. Uznany aktor teatralny w filmach grywał solidnie i bez nieznośnej gwiazdorskiej maniery, lecz w jego dorobku trudno doszukiwać się wybitnych kreacji aktorskich. Dość powiedzieć, że jego ostatnią zapadającą w pamięć rolą był de Guiche w ekranizacji „Cyrano de Bergeraca” z 1990 roku. Zwykle zresztą pracował Weber na drugim planie, co wskazywało na to, że film traktuje jedynie jako dodatek do działalności teatralnej.

Niestety w 1998 roku Weber popełnił dwa błędy – zapragnął wyreżyserować film i obsadził się w roli głównej. Jego „Don Juan” okazał się fiaskiem, przede wszystkim za sprawą braku umiejętności translacji sztuki Molièra na język dużego ekranu. Wtedy też najwyraźniej stwierdzono, że Weberowi nie powinno dawać się możliwości kręcenia filmów kinowych, zamiast tego pozwalając mu spełniać się artystycznie w produkcjach bliższych jego teatralnemu rodowodowi. I rzeczywiście, powstała cztery lata później telewizyjna adaptacja „Ray Blas” Victora Hugo stała już na wyższym poziomie, a recenzowany tu ubiegłoroczny „Figaro” jest – jak na produkcję telewizyjną – pozycją całkiem przyzwoitą.

Choć w napisach początkowych twórcy filmu sugerują widzowi, że fabuła „Figara” oparta jest na słynnej trylogii Pierre’a Beaumarchaisa, w istocie jest ona dość wierną adaptacją „Wesela Figara”, wątki z „Cyrulika sewilskiego” pojawiają się zaś jedynie w formie kilku krótkich retrospekcji, zaś elementy „Występnej matki” wprowadzono jako epilog filmu. Wkraczając w świat arystokratycznego dworku na hiszpańskiej prowincji widz poznaje Figara – „człowieka od wszystkiego” na usługach hrabiego Almaivy. Jako że w przeszłości pomógł on swemu panu zdobyć względy równie pięknej jak tajemniczej Rozyny, a i później zawsze służył mu radą, liczy, iż w końcu czeka go nagroda za zasługi. Znakomitą okazją wydaje mu się małżeństwo z pokojówką Zuzanną – w końcu hrabia wyposażył ją w godny posag, a wraz z uzyskaniem nominacji na ambasadora samemu Figaru zaoferował wcale intratną posadę w dyplomacji. Kiedy okazuje się jednak, że Almaiva nie uczynił tego w ramach podzięki, lecz ze względu na swój afekt do Zuzanny, sprytny Figaro postanawia dać swemu panu nauczkę. A że do intryg ma smykałkę, naprędce wymyśla jedną i angażuje w nią zarówno Zuzannę, Rozynę i pazia Cherubina, który, ze względu na swą miłość do wszystkich kobiet świata (ze szczególnym uwzględnieniem żony swego pana), popadł w niełaskę hrabiego. W ten oto sposób rozpoczyna się istna komedia pomyłek. A przynajmniej zaczęłaby się, gdyby Weber postanowił wziąć przykład z Mozarta.

W czasach kiedy antysystemowa literatura autorów pokroju Chucka Palahniuka czy dziennikarstwo Huntera S. Thompsona trafiają na listy bestsellerów, współczesnego odbiorcę może dziwić negatywna reakcja, jaką w momencie publikacji wywołało „Wesele Figara”. Krytyka arystokracji przemycona przez Beaumarchaisa na kartach swej sztuki wywołała oburzenie Ludwika XVI i sprawiła, że koronowane głowy Europy szybko umieściły ją „na cenzurowanym”. Dopiero kiedy na polecenie Józefa II Mozart i de Potne oczyszczali pierwotny tekst z wątków o charakterze politycznym, przygody sprytnego golibrody mogły trafić na deski opery.

Z perspektywy czasu można stwierdzić, że historia tylko na tym zyskała – efektem była lekka komedia, z wyrazistymi postaciami i zajmującą intrygą. Weber zdecydował się na wierniejsze oryginałowi połączenie elementów humorystycznych i społeczno-politycznych, co niestety filmowi nie wyszło na dobre, głównie ze względu na pozbawione płynności przechodzenie między konwencjami. Co więcej, pomijając oryginalne zakończenie „Wesela Figara” i dodając epilog będący wprowadzeniem do „Wyrodnej matki” reżyser drastycznie zmienił wymowę sztuki. Jak mniemam, pragnął by było refleksyjnie. Wyszło niestety zwyczajnie smętnie. Taka wizja filmu sama w sobie nie była zła, lecz wymagała bardziej sprawnego reżysera, prowadzącego narrację w sposób umiejętny. Tymczasem oglądając „Figara” można odnieść wrażenie, że przeskakuje się między filmami – tu komedia omyłek, tam komentarz społeczny, gdzie indziej dramat.

Tymczasem w filmie najlepiej sprawdza się właśnie jego aspekt komediowy – humor, intryga i barwne postaci. Te ostatnie odegrane są zresztą na wysokim poziomie. Żywiołowość Denisa Podalydèsa jako Figara doskonale kontrastuje ze stonowaną grą Jacquesa Webera w roli Almavivy, podkreślając różnice w pochodzeniu bohaterów. Dobrze spisuje się Isabelle Adjani jako zmęczona życiem hrabina, obserwująca jak z każdym dniem oddalają się od siebie z mężem coraz bardziej. Z wszystkich aktorów największe wrażenie robi jednak Stanley Weber w roli Cherubina. Ten sprawia wrażenie, że jest odgrywaną przez siebie postacią – zapalczywym młodzieńcem, który nie przepuści żadnej kobiecie, wygłaszającym buńczuczne kwestie, w chwili kłopotów tracącym nagle rezon. Co prawda aktorzy wydają się być momentami przytłoczonymi przez nadmiar charakteryzacji i stroje z epoki, ale wrażenie to zanika w momencie, w którym mają okazję zagrać w scenach wymagających nieco większej ekspresji.

Również pod względem scenografii, zdjęć i montażu, filmowi nie można wiele zarzucić. W ostatecznym rozrachunku „Figaro” jest przyzwoitą produkcją telewizyjną, na której cieniem kładzie się dość nieporadna reżyseria i ambicje gatunkowego wykraczania poza formę lekkiej komedii. Choć w przypadku filmów Webera można zaobserwować tendencję zwyżkową, osobiście jestem przekonany, że jednostki decyzyjne we francuskiej telewizji jego zapędy reżyserskie traktują jako fanaberie starszego pana, a na kręcenie filmów pozwalają mu jedynie ze względu na jego zasługi dla teatru.


Tekst został pierwotnie opublikowany na łamach serwisu kulturalnego portalu Netbird.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz