Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DC Comics. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DC Comics. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 lipca 2016

Superbohaterski miszmasz: "Superman: 50 lat"

W ostatnim wpisie zestawiałem komiks Beniamin Frezus, wydany w Polsce w 1991 roku nakładem Old Baron S.A., z historią zawartą w jednym z numerów magazynu „Planet of the Apes”. Kontynuując wątek komiksów wydawanych w Polsce w dobie transformacji ustrojowej, dziś przyglądam się bliżej komiksowi Superman: 50 lat później, wydanemu w 1989 roku przez Studencką Oficynę Wydawniczą ZSP Almapress.

Zarówno w przypadku Beniamina Frezusa, jak i Supermana: 50 lat później, polski rysownik przerysował zachodni komiks. Różnica pomiędzy tymi tytułami jest jednak zasadniczao ile Roman Pierzgalski próbował zataić fakt, że splagiatował zagraniczny tytuł, o tyle wydawca Supermana: 50 lat później eksponował to, że jego nakładem w końcu ukazał się w Polsce komiks o kultowym superbohaterze.


wtorek, 26 sierpnia 2014

Superpatriots vs. Japanazis: Komiks superbohaterski w czasie II wojny światowej

Symboliczne przedstawianie starć z ideowym i politycznym wrogiem USA na kartach komiksu ma tradycję sięgającą II wojny światowej. Branżę komiksową w przeważającej większości cechowały nastroje interwencjonistyczne – w czym niewątpliwą rolę odgrywał fakt, że znaczna część jej pracowników miała pochodzenie żydowskie – toteż niektórzy bohaterowie opowieści obrazkowych ścierali się z Hitlerem i jego kohortami jeszcze przed zaangażowaniem się Stanów Zjednoczonych w konflikt.

Początkowo w ramach komiksów pro-interwencyjnych nie wskazywano wprost na nazistowskie Niemcy, starając się jednocześnie, by aluzja była czytelna. W pierwszym odcinku serii Espionage z magazynu „Smash Comics” z sierpnia 1939 roku przedstawiono postać wyraźnie stylizowanego na Adolfa Hitlera dyktatora Argentyny, Vlamira Korana, którego wojna podbijają całą Amerykę Południową, ostrząc sobie zęby na USA. W historii Mercury in the 20th Century opublikowanej w „Red Raven Comics” z sierpnia 1940 roku ukazano Rudolpha Hendlera, przywódcę państwa Prusslandia, a w debiucie Marvel Boya w szóstym numerze „Daring Mystery Comics” z września 1940 roku nazwisko Hitlera zmieniono na Hiller. Zwykle jednak po prostu nie wskazywano na to, skąd pochodzą antagoniści bohaterów, lecz zarówno ich wygląd, jak i faktyczna sytuacja geopolityczna nie pozostawiała w tej kwestii żadnych wątpliwości.

Vlamir Koran, dyktator Argentyny („Smash Comics” #1, Quality Comics, sierpień 1939)

niedziela, 25 października 2009

"Saga o Potworze z Bagien - Miłość i Śmierć" Alan Moore

Moore przekształcił sztampową rysunkową opowiastkę grozy w wielopłaszczyznową opowieść o poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi.

Komiks, podobnie jak wcześniej kino, przez dziesięciolecia próbował zerwać ze swym negatywnym wizerunkiem pośledniejszej – jarmarcznej wręcz – rozrywki. O ile za sprawą twórców takich jak Dreyer, Lang, Eisenstein, Murnau, von Stroheim czy nawet Griffith, dzieci celuloidowej taśmy dość szybko zapewniły sobie miejsce w kulturowym panteonie, to owoce deski kreślarskiej, tuszu i list dialogowych jeszcze długo funkcjonowały na marginesie sztuki, postrzegane jako siermiężne produkty, których czytanie przystoi osobom do lat piętnastu włącznie. Od niemal trzydziestu lat komiks nie musi jednak udowadniać, że jest medium zdolnym do artykułowania poważnych treści i że na jego łonie rodzić mogą się arcydzieła. Po tym jak „Maus” Arta Spiegelmana otrzymał nagrodę Pulitzera, „Strażnicy” Alana Moore’a znaleźli się na liście najważniejszych dzieł literackich XX wieku według magazynu „Times”, a „Sandman” Neila Gaimana uhonorowany został „Word Fantasy Award”, kurczowe trzymanie się przeciwstawnego poglądu zakrawa już tylko na ignorancję.

Choć „Saga o Potworze z Bagien” na takie wyżyny kunsztu się nie wspina, jest dziełem obok którego nie sposób przejść obojętnie. Alan Moore udowodnił nim bowiem, że komiks jest tworzywem niezwykle podatnym na kształtowanie, na którym osobowość artysty odciska silne piętno. Seria ta dobitnie pokazuje, że granica między komiksowym czytadłem a komiksem pretendującym do miana sztuki jest niezwykle płynna. Brytyjski scenarzysta przekształcił sztampową rysunkową opowiastkę grozy w wielopłaszczyznową historię, w której horrorowa estetyka jest jedynie punktem wyjścia do snucia metafizycznej opowieści o poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi. Na tym polu nie był zresztą odosobniony – lata 80. stanowią dla komiksu epokę, w której scenarzyści w iście derridowskim stylu dokonali dekonstrukcji rzeszy komiksowych bohaterów, a której opus magnum stanowił perfekcyjny „Powrót Mrocznego Rycerza” autorstwa Franka Millera.