Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marvano. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marvano. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 grudnia 2009

Wywiad: Marvano

"CHCĘ BYĆ TWÓRCĄ, A NIE ODTWÓRCĄ" - ROZMOWA Z MARVANO


Belgijski rysownik i scenarzysta komiksowy opowiada o swych wrażeniach z pobytu w Polsce, planach na przyszłość, artystach, którzy wywarli na niego wpływ, i dziwnym wynalazku zwanym „lektorem”.

Marvano – twórcę znanego ze współpracy z Joe Haldemanem przy okazji „Wiecznej Wojny”, „Wiecznego Pokoju” i „Dallas Barr” oraz ze swego autorskiego projektu „Berlin” – spotkałem zupełnym przypadkiem na dworcu kolejowym w Łodzi, tuż po zakończeniu 20. Międzynarodowego Festiwalu Komiksu.

Obliczywszy naprędce prawdopodobieństwo takiego spotkania, postanowiłem wykorzystać to niewyobrażalne zrządzenie losu i przeprowadzić z nim rozmowę. Po krótkiej wymianie kurtuazyjnych zwrotów, rozpoczętej od nieśmiertelnego „Hello, Mr. Marvano?”, dowiedziałem się, że obaj zmierzamy do Krakowa, a sam artysta będzie zachwycony, mogąc podczas podróży z kimś porozmawiać. W ten oto sposób rozpoczął się wywiad, przeprowadzony w iście partyzanckich warunkach – naszym słowom akompaniował jazgot tłoków, wokół nas dokonywał się exodus podróżnych, a światła w wagonach nader często odmawiały posłuszeństwa. Sam artysta okazał się niezwykle otwartym, sympatycznym człowiekiem, który mimo estymy jaką cieszy się na świecie, nie zatracił nic ze swojej naturalności.

Naszą rozmowę chciałbym rozpocząć od nieco banalnego pytania, które zapewne słyszał Pan już dzisiaj przynajmniej kilkanaście razy. Niemniej jednak niech formalności stanie się zadość: jak podobała się Panu 20. edycja Międzynarodowego Festiwalu Komiksu?

Było cudownie. Jak zwykle zresztą w waszym kraju. Na festiwalu w Łodzi jestem już drugi raz, byłem również gościem na jednym z waszych konwentów science-fiction [mowa o Polconie z 2007 roku – D.G.]. Wasz kraj i jego mieszkańcy bardzo mi się podobają, tak więc chętnie ponownie tu wrócę.

wtorek, 24 listopada 2009

"Berlin" Marvano

Pierwszy autorski projekt Marvano, w perfekcyjny sposób łączący ze sobą kawał historii XX wieku z fikcją literacką, to koronny argument za tym, by Belga przestać postrzegać jako „rysownika od Haldemana”, a zacząć jako „twórcę trylogii berlińskiej”.

Polskim miłośnikom komiksu Mark Van Oppen, skrywający się pod pseudonimem Marvano, znany jest przede wszystkim jako długoletni współpracownik Joe Haldemana. Belgijski ilustrator i amerykański pisarz science-fiction wspólnymi siłami przenieśli na karty komiksu dwie najsłynniejsze powieści tego drugiego – „Wieczną Wojnę” i „Wieczny Pokój” oraz stworzyli serię „Dallas Barr” będącą rozwinięciem uniwersum wykreowanego na potrzeby książki „Buying Time”. Niestety, przez długie lata dorobek Marvano, wykraczający poza działalność w tym tandemie, stanowił dla większości polskich czytelników wielką niewiadomą. Trudno dziwić się więc, że choć na Zachodzie jest on postrzegany jako artysta niezależny, angażujący się we współpracę z innymi scenarzystami, to nad Wisłą traktuje się go przede wszystkim jako „rysownika od Haldemana”. Oto jednak na naszym rynku pojawił się album, co do którego nie ma wątpliwości, że sytuację tę odmieni. „Berlin”, bo o nim mowa, stanowi bowiem pierwszy w pełni autorski projekt Marvano, w którym artysta dał się poznać nie tylko jako doskonały grafik, ale i kompetentny scenarzysta.


wtorek, 3 listopada 2009

"Wieczna Wojna" Joe Haldeman & Marvano

Wojenne doświadczenia autora przybrane zostały w szaty science-fiction, po czym doskonale przetłumaczone na język komiksu. Warto przeczytać.

Wojna w Wietnamie była traumatycznym doświadczeniem dla całego pokolenia Amerykanów. Młodzi ludzie, którzy nie uratowali się ucieczką do Kanady bądź nie skryli się w komunach hipisowskich, wrócili do kraju z bagażem wspomnień, które większości z nich miały towarzyszyć do końca ich dni. Ci, na których wojna odcisnęła największe piętno, nigdy nie powrócili już do normalnego życia – pogrążali się w alkoholowo-narkotykowym amoku, wegetowali gdzieś na granicach społeczeństwa, popadali w obłęd lub popełniali samobójstwo. Joe Haldeman należy do grona szczęśliwców, którym udało się uporać z syndromem „powrotu”. Poradził sobie jednak w niekonwencjonalny sposób – w ramach terapii pisał książki, w których w konwencję science-fiction ubierał swoje wietnamskie doświadczenia. W ten sposób narodziło się jego największe dzieło – „Wieczna Woja”, powieść uhonorowana w 1975 roku nagrodami Nebulla i Hugo, której sława rychło wykroczyła poza hermetyczny świat fantastyki. W 1980 roku Haldeman napotkał na swej drodze Marvano, młodego holenderskiego rysownika, który zaproponował mu stworzenie komiksowej adaptacji powieści. Pisarz pomysł podchwycił i osiem lat później historia opowiedziana w książce przeżyła swój renesans.