Pierwszy autorski projekt Marvano, w perfekcyjny sposób łączący ze sobą kawał historii XX wieku z fikcją literacką, to koronny argument za tym, by Belga przestać postrzegać jako „rysownika od Haldemana”, a zacząć jako „twórcę trylogii berlińskiej”.

„Berlin” to zbiorcze wydanie trylogii poświęconej ludziom, których los w rozmaity sposób związał z niemiecką stolicą, począwszy od czasów jej bombardowania przez wojska alianckie, przez długotrwały okres odbudowy i podziału na cztery strefy okupacyjne, skończywszy zaś na chwili, kiedy miasto zostało rozdarte murem, oddzielając od siebie – wydawać by się mogło, że ostatecznie – blok wschodni i zachodni. Trylogia to dość niecodzienna. Otwierający ją zeszyt powstał bowiem w pierwszej połowie lat 90-tych i w zamierzeniu samego autora miał być pojedynczą, zamkniętą historią, opowiadającą historię tytułowych „Siedmiu Krasnoludków”, czyli międzynarodowej załogi bombowca „Śnieżka”. Dopiero po latach Marvano uzupełnił tę opowieść o dwa zeszyty opatrzone tytułami „Sprytny Reinhard” i „Dwoje Dzieci Króla”, całość scalając ze sobą postacią Roya Stuarta, jedynego „krasnoludka”, któremu udało się przeżyć wojnę. Co ciekawe, w pierwszym zeszycie pilot ten nie pojawia się bezpośrednio na żadnym kadrze – czytelnik o jego istnieniu dowiaduje się jedynie ze wzmianki mówiącej, że ten rozchorował się i nie jest w stanie lecieć na – jak się okaże: ostatnią – misję „Śnieżki”. Dopiero w „Sprytnym Reinhardzie” czeka go awans i zacznie odgrywać pierwsze skrzypce, by w opowieści zamykającej, pozbawionej wyraźnego bohatera pierwszoplanowego, wtopić się tłum postaci, z których żadna nie jest ani mniej, ani bardziej istotna dla całej historii.

Sposób wykorzystania postaci Stuarta na przestrzeni całej trylogii w największym stopniu obrazuje kunszt, z jakim Marvano prowadzi swą opowieść. Z każdym bowiem albumem czytelnik może zaobserwować stopniowe przenoszenie stopnia ciężkości z losów pojedynczych postaci, w kierunku historii, której głównym bohaterem staje się Berlin, z wszelkimi zawiłościami jego powojennych dziejów. W „Siedmiu krasnoludków” centralną postacią jest jeszcze kanadyjski pilot David, który – jak sam mówi – jest za młody by pozwolono mu głosować i prowadzić samochód, ale wystarczająco dorosły, by nakazano mu ryzykować życie i bombardować niemieckie miasta.
W kolejnych zeszytach bohaterów jednak przybywa, wichry XX-wiecznej historii mają bowiem to do siebie, że w ruiny stolicy tak dumnej niegdyś Tysiącletniej Rzeszy przywiały ludzi, którzy w normalnych okolicznościach nigdy by się nie spotkali. Jest więc i brytyjski pilot przekonany o tym, że Niemcy zasłużyli sobie na cierpienie, które stało się ich udziałem po zakończeniu wojny, i radziecki oficer Sokołowski, bardziej niż polityką zainteresowany kontrabandą oraz koniecznością wykarmienia swojej licznej rodziny z odległego Trudbekistanu, i Murphy, kapitan armii amerykańskiej, któremu nie podoba się fakt, że do jego obowiązków należy organizowanie transportu i azylu niemieckim zbrodniarzom mogącym swoją wiedzą przysłużyć się Stanom Zjednoczonym w nadchodzącej Zimnej Wojnie. Jest w końcu ćwierć-żydówka Helena ocalała z obozu koncentracyjnego, oraz jej przyrodni brat, rasowy nazista, który mimo młodego wieku swym okrucieństwem mógłby zmrozić krew w żyłach najbardziej zaprawionych SS-manów. Każdego z bohaterów Marvano odmalowuje w pełni naturalnie, po przerysowania sięgając jedynie w przypadkach uzasadnionych przez samą strukturę opowieści.

„Berlin” jest poruszającą opowieścią, którą warto przeczytać i do której warto wrócić, by przekonać się, że za każdym razem oddziałuje na czytelnia w takim samym stopniu. Co więcej, istnieją spore szanse na to, by za sprawą tego wydawnictwa polscy miłośnicy komiksu przestali postrzegać Marvano jako „rysownika od Haldemana”, a zaczęli mówić o nim „twórca trylogii berlińskiej”.
Tekst został pierwotnie opublikowany na łamach serwisu kulturalnego portalu Netbird.pl
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz