Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alan Moore. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alan Moore. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 października 2009

"Saga o Potworze z Bagien - Miłość i Śmierć" Alan Moore

Moore przekształcił sztampową rysunkową opowiastkę grozy w wielopłaszczyznową opowieść o poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi.

Komiks, podobnie jak wcześniej kino, przez dziesięciolecia próbował zerwać ze swym negatywnym wizerunkiem pośledniejszej – jarmarcznej wręcz – rozrywki. O ile za sprawą twórców takich jak Dreyer, Lang, Eisenstein, Murnau, von Stroheim czy nawet Griffith, dzieci celuloidowej taśmy dość szybko zapewniły sobie miejsce w kulturowym panteonie, to owoce deski kreślarskiej, tuszu i list dialogowych jeszcze długo funkcjonowały na marginesie sztuki, postrzegane jako siermiężne produkty, których czytanie przystoi osobom do lat piętnastu włącznie. Od niemal trzydziestu lat komiks nie musi jednak udowadniać, że jest medium zdolnym do artykułowania poważnych treści i że na jego łonie rodzić mogą się arcydzieła. Po tym jak „Maus” Arta Spiegelmana otrzymał nagrodę Pulitzera, „Strażnicy” Alana Moore’a znaleźli się na liście najważniejszych dzieł literackich XX wieku według magazynu „Times”, a „Sandman” Neila Gaimana uhonorowany został „Word Fantasy Award”, kurczowe trzymanie się przeciwstawnego poglądu zakrawa już tylko na ignorancję.

Choć „Saga o Potworze z Bagien” na takie wyżyny kunsztu się nie wspina, jest dziełem obok którego nie sposób przejść obojętnie. Alan Moore udowodnił nim bowiem, że komiks jest tworzywem niezwykle podatnym na kształtowanie, na którym osobowość artysty odciska silne piętno. Seria ta dobitnie pokazuje, że granica między komiksowym czytadłem a komiksem pretendującym do miana sztuki jest niezwykle płynna. Brytyjski scenarzysta przekształcił sztampową rysunkową opowiastkę grozy w wielopłaszczyznową historię, w której horrorowa estetyka jest jedynie punktem wyjścia do snucia metafizycznej opowieści o poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi. Na tym polu nie był zresztą odosobniony – lata 80. stanowią dla komiksu epokę, w której scenarzyści w iście derridowskim stylu dokonali dekonstrukcji rzeszy komiksowych bohaterów, a której opus magnum stanowił perfekcyjny „Powrót Mrocznego Rycerza” autorstwa Franka Millera.