Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plastyka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 kwietnia 2014

[Galeria] Wczesne japońskie plakaty filmowe

Narodowe Centrum Filmowe działające przy Narodowym Muzeum Sztuki Współczesnej udostępniło w zeszłym roku elektroniczne wersje części swoich zbiorów wczesnych japońskich plakatów filmowych. Wówczas zupełnie mi to umknęło, a na plakaty natknąłem się wczoraj - tradycyjnie już - szukając w Internecie całkiem innych rzeczy. Pomyślałem więc, że jest to całkiem dobra okazja do odświeżenia blogowej Galerii. Część plakatów opatrzyłem drobnym komentarzem. Grafiki są niestety w bardzo niskiej rozdzielczości, ale lepsze to niż nic.

Kwiaty Edo: Sztandar strażacki Chizome
(Edo no hana: Chizome no matoi, 江戸の花 血染の纏)
1916, reż. Shōzō Makino
Po prawej stronie tytułu  zawarta jest informacja, że w filmie wystąpiła  trupa Matsunosuke Onoe (Matsunosuke Onoe ippa, 尾上松之助一派).

Iwami Jūtarō (岩見重太郎)
1917, reż. Shōzō Makino
Nazwisko Matsunosuke Onoe zawarte jest po prawej stronie tytułu. Tym razem jest już zdecydowanie większe niż w przypadku plakatu do Kwiatów Edo.

poniedziałek, 11 listopada 2013

[Galeria] Tanuki według Kuniyoshiego

Utagawa Kuniyoshi (1797-1861) kojarzony jest przede wszystkim z malarstwem drzeworytniczym typu musha-e (武者絵), przedstawiającym dzieje wielkich wojowników, zarówno historycznych, jak i fikcyjnych. Jego twórczość była jednak zróżnicowana, obejmowała bowiem wizerunki pięknych kobiet, aktorów i sumitów, pejzaże i ilustracje humorystyczne. Zwłaszcza w tych ostatnich, nieszablonowych z samej definicji, ujawniała się nieskrępowana wyobraźnia artysty. W dzisiejszej odsłonie Galerii prezentuję dwie serie humorystyczne Kuniyoshiegi poświęcone jenotom japońskim i ich niezwykłym umiejętnościom. Serie te to Tanuki, zrealizowana około 1842 roku, oraz Nowe figle tanuki (Aratamete tanuki no tawamure), powstała w latach 1844-1846.

środa, 19 czerwca 2013

[Galeria] He-gassen (Bitwa na wiatry)

Isao Takahata, reżyser Grobowca świetlików, stwierdził niegdyś, że poszukując źródeł anime, winniśmy się cofnąć do dwunastowiecznych ilustrowanych zwojów i szkicowników w rodzaju Opowieści o wielkimi radcy Banie (Ban dainagon ekotoba) czy Humorystycznych obrazków zwierząt i ptaków (Chōjū-jinbutsu-giga). Czytelnicy bliżej zaznajomieni z historią anime wiedzą, że jest to teza dość ryzykowna, nie uwzględnia bowiem faktu, iż pierwsze komercyjne animacje zaczęto realizować w Japonii pod wpływem importowanych z Europy filmów Émile'a Cohla, a w późniejszym okresie obficie czerpano z produkcji Walta Disneya. Jeśli jednak wypowiedź Takahaty potraktować nie jako próbę identyfikacji anime jako formuły "czysto japońskiej", lecz skrót myślowy, pozostaje ona wartościowym wkładem w rozważania nad japońską animacją.

Wypada tylko żałować, że wskazując na narracyjne ilustrowane zwoje jako jedno ze źródeł anime, nie wspomina się o zwojach He-gassen. Szkoda to tym większa, że jest to fenomen fascynujący sam w sobie, a przy tym rzadko wspominany w opracowaniach dotyczących sztuki i historii Japonii. Stwierdziłem więc, że warto poświęcić mu tę odsłonę Galerii.

niedziela, 6 stycznia 2013

"Kultura tradycyjna" i "kultura popularna" - pozorna sprzeczność. Kilka uwag o japońskiej (pop)kulturze okresu Edo.

Pozwolę sobie zacząć tonem osobistym. Więcej nawet: zacznę od wyznania. Choć jestem niereformowalnym dziecięciem epoki cyfrowej i orędownikiem totalnej digitalizacji, od czasu do czasu zdarza mi się oderwać od komputera i odwiedzić oldskulowe muzeum. Czynię to zazwyczaj wówczas, gdy prezentowana jest w nim jakaś wystawa poświęcona sztuce/kulturze Japonii, co w praktyce oznacza z reguły japońskie malarstwo drzeworytnicze okresu nowożytnego.

Niemal każdorazowo po opuszczeniu gmachu muzeum targają mną sprzeczne uczucia. Z jednej strony cieszy mnie, że ktoś podejmuje się trudu zaprezentowania w naszym kraju choćby małego skrawka kultury Japonii, a i – ujmując rzecz maksymalnie bezpretensjonalnie – fajnie jest obejrzeć kilka jej wytworów na żywo. Z drugiej jednak strony, kiedy myślę o sposobie ich ekspozycji – muzealnych ścianach, pustych przestrzeniach roztaczających się wokół zawieszonych na nich drzeworytów i uczonych paratekstach je otaczających – trudno mi oprzeć się wrażeniu, że coś tu nie gra, że nie w taki sposób powinny być one prezentowana, że w ten sposób wypacza się ich istotę.

sobota, 7 listopada 2009

Niech moje koszmary staną się i waszymi: H.R. Giger

W futurystycznym cyklu "Biomechanoidy" Giger dawał wyraz zarówno swej fascynacji biologicznością człowieka, jak również obawom i nadziejom związanym z postępującym rozwojem technologicznym.

„Niedochodowa” – takim przymiotnikiem ojciec H.R. Gigera zwykł określać sztukę. Stateczny aptekarz, niemal przez całe życie nie mógł zrozumieć, dlaczego jego syn, zamiast pójść w ślady ojca, zapragnął zostać artystą. Dlatego też przy każdej okazji powtarzał mu, że uprawiając współczesną sztukę nigdy nie zarobi nawet na skromne utrzymanie. Przyszłość zweryfikowała jego poglądy pokazując, że artysta wcale nie musi być głodnym, by być wiarygodnym. Twórczość Gigera stanowi bowiem jeden z najznamienitszych przykładów udanego mariażu sztuki i biznesu.

Hans Reudi Giger urodził się 5 lutego 1940 roku w Chur w Szwajcarii. Ironią losu jest, że jedna z najbardziej rozpoznawalnych osobowości szwajcarskiego świata sztuki najmłodsze lata lata swojego życia spędziła w mieście, w którym określenie „artysta” było terminem obelżywym, łączącym pojęcia pijaka, kobieciarza, wagabundy i prostaka. Nic więc dziwnego w tym, że jeszcze długo po osiągnięciu pierwszych sukcesów na arenie międzynarodowej, nie potrafił do swej działalności przekonać ojca. Giger senior udzielając w roku 1976 wywiadu do filmu „Giger’s Necronomicon” swą wypowiedź rozpoczął tymi słowami: „Zdumiewa mnie, że spłodziłem tak zwanego artystę”.