poniedziałek, 29 września 2014

Kącik translacyjny: Anglojęzyczne artykuły z „Kinema Record”

Wbrew buńczucznym zapowiedziom z pierwszej odsłony cyklu przez ponad rok na blogu nie gościło żadne tłumaczenie. Oto jednak nadarzyła się całkiem dobra okazja, by temu zaradzić, bowiem w końcu udało mi się zorganizować długo poszukiwane (czytaj: wypraszane) skany anglojęzycznych artykułów z  pisma „Kinema Record”.

„Kinema Record” (alternatywnie „Kinema rekōdo”) był magazynem filmowym wydawanym w Japonii w latach 1913-1917. Pismo zrzeszało progresywnych miłośników kina, którzy dali początek nieformalnemu Ruchowi Czystego Filmu (Jun'eigageki undō, 純映画劇運動), mającemu ambicję modernizacji japońskiego kina przez upodobnienie go do kina zachodniego. Nazwa „Kinema Record” wprowadzona została w piątym numerze, wcześniej zaś magazyn ukazywał się jako „Film Record” („Firumu rekōdo”).

Samozwańczy „Wiodący Ilustrowany Magazyn Filmowy w Japonii” (Illustrated Leading Cine. Journal in Japan) – później zaś „Wiodący Ilustrowany Filmowy Magazyn Handlowy w Japonii” (Illustrated Leading Cinema Trade Journal in Japan) – początkowo miał zawierać tylko podstawowe informacje o filmach (liczba rolek, obsada, twórcy itp.), szybko jednak zaczęły w nim dominować recenzje, eseje i przekrojowe artykuły poświęconych japońskiej branży filmowej. Progresywistyczna polityka pisma została wkrótce podchwycona przez inne magazyny filmowe. W przeciwieństwie do wcześniejszych pism filmowych, wydawanych przez japońskie wytwórnie filmowe, „Kinema Record” miał wyraźnie polemiczny charakter i kierowany był do wykształconych czytelników, o czym świadczyły nie tylko tematyka i styl artykułów, ale również fakt, że trudniejszym słowom nie towarzyszyła furigana, ich fonetyczny zapis, zaś od połowy 1914 roku język japoński pisany był w formie horyzontalnej, od lewej do prawej strony.
Górna część strony tytułowej 31 numeru „Kinema Record”.
W środkowym okresie działalności pisma pojawiło się w nim kilka artykułów w języku angielskim. W błyskotliwej książce Visions of Japanese Modernity: Articulations of Cinema, Nation, and Spectatorship, 1895-1925 Aaron Gerow stwierdził, że część z nich stanowiła donkiszotowską próbę przekonania zachodnich kupców do zakupu japońskich filmów, wszystkie zaś nadawały pismu posmak elitaryzmu. O ile z drugą uwagą nie sposób się nie zgodzić, to pierwsza jest dyskusyjna, choćby ze względu na to, że artykułów anglojęzycznych opublikowano w piśmie niewiele i szybko z tej praktyki zrezygnowano (w świetle mojej wiedzy anglojęzyczne teksty pojawiały się tylko w numerach 22-27), a cyrkulacja pisma wśród obcokrajowców była w najlepszym razie ograniczona.

Choć anglojęzyczne teksty publikowane w „Kinema Record” nie były opatrzone imieniem i nazwiskiem autora, najprawdopodobniej wszystkie zostały napisane przez Norimasę Kaeriyamę. W przypadku artykułów, pod którymi podpisał się Redaktor „Kinema Record” (Editor of the "Kinema Record"), nie ma żadnej wątpliwości co do ich autorstwa, funkcję naczelnego pełnił bowiem wówczas Kaeriyama. Jeśli zaś chodzi o teksty autorstwa Obserwatora (Bystander), wśród historyków kina panuje konsensus, w myśl którego był to jeden z pseudonimów Kaeriyamy. Przekonanie to wzmacnia fakt, że w artykule Jakie są nasze kręgi filmowe (What Our Cinema Circles Are), pod którym podpisał się Obserwator, pojawiają się niemal identyczne wypowiedzi i sformułowania, co we wcześniejszym cyklu Japońskie środowisko filmowe dnia dzisiejszego (The Japanese Kinema Circle of To-Day) autorstwa Redaktora „Kinema Record”.

Poniżej prezentuję tłumaczenia wszystkich anglojęzycznych tekstów z „Kinema Record”, jakie udało mi się zlokalizować. W tym miejscu konieczne staje się wyjaśnienie kilku kwestii technicznych dotyczących tłumaczenia. Anglojęzyczne artykuły z „Kinema Record” pisane były specyficznym językiem. Autor nie opanował w pełni gramatyki języka angielskiego, tworzył bardzo rozbudowane zdania i – takie przynajmniej odnosi się wrażenie – stosował słownikowy dobór słów, tzn. wyszukiwał w słownikach potrzebne mu pojęcia i wstawiał je do tekstu w miejsca, w których można było zastosować słowa brzmiące bardziej naturalnie. W tłumaczeniu starałem się oddać styl tych artykułów, stąd też nie wygładzałem ich, jak czyni się zwykle w podobnych sytuacjach. Ingerencja w tekst była więc minimalna – poprawiłem ewidentne literówki i błędy (ture zamiast true, fancy zamiast infancy itp.), podzieliłem zbyt długie zdania i zmodyfikowałem kilka zdań zawierających ewidentne błędy składniowe. By oddać międzynarodową ambicję artykułów zdecydowałem się również zachować anglojęzyczne nazwy japońskich firm oraz anglojęzyczne tytuły filmów.

***
 
1) „Kinema Record” nr 22, kwiecień 1915.

Autor podpisujący się jako Editor of the "Kinema Record". Pierwsza część cyklu Japońskie środowisko filmowe dnia dzisiejszego (The Japanese Kinema Circle of To-Day).

Tekst:

Nic nigdy nie dokonało bardziej niezwykłego postępu w tak krótkim czasie niż kinematograf. Japońskie środowisko kinematograficzne również dokonało uderzającego postępu w ciągu kilku lat. Jak świat wie, my, Japończycy, jesteśmy ludem chętnym do wprowadzenia każdego wynalazku w celu ulepszenia nas przez jego aplikację.

Obecnie mamy [w Japonii] cztery duże spółki filmowe, nie wspominając o licznych mniejszych spółkach i firmach. Spółki, które chcemy przedstawić naszym zagranicznym czytelnikom, to Nippon Katsudō Shashin Kabushiki Kaisha (The Japan Cinematograph Co. Ltd), Tennenshoku Katsudō Shashin Kabushiki Kaisha (The Natural Colour Kinematograhp Co. Ltd), Nippon Kinetophone Kabushiki Kaisha (The Japan Kinetophone Co. Ltd) i The Komatsu Film Co.

Spośród tych czterech spółek The Japan Cinematograph Company ma największy kapitał w wysokości 1,5 miliona jenów (około 150,000 funtów). Ta spółka, którą założono w 1912 roku, miała na celu, kiedy została zorganizowana, zmonopolizować japońskie środowisko filmowe i połączyła w sobie te cztery istniejące wówczas spółki, mianowicie Yokota & Co., Yoshizawa Shōten, The Empatei Company i The Fukuho-do Company.

W tych okolicznościach, japońskie środowisko filmowe znalazło się pod kompletną kontrolą spółki. Przykro jest to mówić, ale panowanie Króla Kina sprawiło, że rozwój naszego świata kinematograficznego do pewnego stopnia utkwił w martwym punkcie. Mawia się, że przepływ wody czyni potok czystym i świeżym, a w dziewięciu na dziesięć przypadków monopol sprawia, że potok staje w miejscu. Zmonopolizowane japońskie środowisko filmowe nie odstaje od tej reguły. Był to nasz największy powód do żalu, na jaki mogliśmy wskazać.

Spokój, którym cieszył się Król, został jednak szybko zakłócony, jako że w marcu następnego roku założono Japan Natural Colour Kinematography Company, która stała się jego potężnym rywalem. Spółka ta jest wyłącznym japońskim agentem angielskiej Natural Colour Kinematograph Company i jako jedyna w Japonii ma prawo do tworzenia filmów w technice kinemakoloru. Wkrótce pojawił się kolejny rywal. Była to Japan Kinetophone Company, założona w sierpniu 1913 roku, która ma wyłączne prawa w Japonii do produkcji filmów kinetofonicznych oraz ich importu i eksportu.

Toteż, ku naszej radości, nasze środowisko filmowe staje się z miesiąca na miesiąc coraz aktywniejsze. Rzecz jasna dwie spółki wspomniane wyżej produkują [również] zwykłe filmy i w stosunku do stanu wcześniejszego poziom produkcji wzrasta – średni poziom produkcji [dla tych firm] wynosi 15 rolek miesięcznie, podczas gdy Japan Cinematograph Company produkuje obecnie średnio 14 rolek miesięcznie. Ze względu na taką sytuację większość filmów wyświetlanych w naszych kinach jest importowanych z państw zagranicznych.

Nie należy pominąć The Komatsu Film Co. Firma została założona w 1903 roku, więc jest najstarszą spółką kinematograficzną [w Japonii]. Jej właścicielem jest pan Kōtarō Saito. Choć jej miesięczna produkcja wynosi tylko sześć rolek miesięcznie, importuje ona wiele zagranicznych filmów i ma wielki wpływ na lokalne środowisko filmowe w Japonii, największe zaś w Tokio. Chwalebne jest, że [firma ta] walczyła dotąd z Królem Kina i mocno ugruntowała swą pozycję w środowisku filmowym.
Kwestia, na którą mamy nadzieję zwrócić waszą uwagę, jest następująca – nasze firmy zajmują się jednocześnie produkcją, wypożyczaniem i wyświetlaniem filmów, tak więc same importują i eksportują filmy oraz zarządzają wieloma kinami. Jeśli chodzi o filmy zagraniczne, niektóre [z naszych firm] mają swoich agentów w krajach zagranicznych, ale w niektórych przypadkach importują one filmy zakupione na rynku w Londynie, za wyjątkiem filmów tworzonych we Włoszech i Niemczech, które są zawsze importowane bezpośrednio.

***

2) „Kinema Record” nr 23, maj 1915.

Autor podpisujący się jako Editor of the "Kinema Record". Druga część część cyklu Japońskie środowisko filmowe dnia dzisiejszego (The Japanese Kinema Circle of To-Day).

Tekst:

II. Filmy produkowane w Japonii.

Nasza uwaga w sposób naturalny zwraca się teraz w kierunku filmów produkowanych w Japonii. Ku naszemu ubolewaniu jak dotąd zagraniczne kina wyświetliły niewiele japońskich sztuk. Mamy tu na myśli filmy na postawie prawdziwie japońskich dramatów. Wynika to z całkowitej ignorancji ze strony obcokrajowców w zakresie tego, czym jest japoński dramat. Należy najpierw stwierdzić, że japońskie sztuki bardzo różnią się z pewnych punktów widzenia od tych, które wystawiane są w Europie i Ameryce. Jeśli ktoś nie zna [naszych] zwyczajów i manier, trudno jest mu dobrze je zrozumieć. Poza tym, ze względu na to, że język stosowany w dialogach scenicznych i ekspresja aktorów są nowe i nieznane dla Europejczyków i Amerykanów, sztuka, zamiast oczarować, może zostać odebrana jako płaska i pozbawiona smaku.

Japońskie środowisko teatralne ma samo w sobie długą – ponad tysiącletnią – historię i ulepszając się z roku na rok uczyniło teatr tym, czym jest. Tak więc każdy, kto jest zainteresowany światem teatralnym, nie powinien tego przeoczyć, a wręcz przeciwnie – powinien poświęcić tej kwestii więcej uwagi i studiować ją.

Przed Restauracją z 1868 roku na japońskiej scenie grano dramaty „Kyuha”, co znaczy „stara szkoła”. Później jednak, wraz z wprowadzeniem [do Japonii] europejskiej cywilizacji, pojawiły się [dramaty] „Shinpa”, co znaczy „nowa szkoła”. Aktorzy tego drugiego teatru zaczęli grać na sposób realistyczny, na modłę aktorów Europejskich.

Od tego czasu te dwie szkoły japońskiego teatru – stara i nowa – walczyły ze sobą, lecz stopniowo te dwa strumienie zaczęły płynąć tuż obok siebie, a nawet spotkały się w niektórych miejscach. W tych okolicznościach japońskie spektakle stały się bardzo bliskie europejskim i amerykańskim – jeśli obejrzycie japoński dramat wystawiony na japońskiej scenie, prawdopodobnie będziecie zaskoczeni, gdy odkryjecie, że japońska sztuka jest całkiem łatwa do zrozumienia i bardzo podobna do tych, jakie wystawiane są w waszym kraju.

Zastanówmy się teraz, dlaczego tak mało japońskich filmów było wyświetlanych w zagranicznych kinach. Jednym z głównych powodów jest rzekoma trudność w rozumieniu scen, o czym wspominaliśmy wcześniej. Drugim powodem jest to, że sztuka produkcji dobrych filmów znajduje się [w naszym kraju] w stadium niemowlęcym w porównaniu do stanu w krajach zagranicznych. Ale dziecko nie jest wiecznie dzieckiem i na pewno dorośnie do wieku młodzieńczego. Niektórzy z naszych producentów osiągnęli już stan młodzieńczy i są w stanie iść z Wami ramię w ramię.

Wielka niekorzyść wynikająca z różnic w języku używanym przez aktorów nie ma znaczenia w przypadku filmów, a pozostałe przeszkody takie jak różnica w ekspresji czy pozach [przyjmowanych przez aktorów] mogą zostać z łatwością wyeliminowane, jeśli producenci filmowi będą zwracać na to uwagę z pomocą aktorów.

Poprawa w tym zakresie została poczyniona – nie bez małej trudności – przez japońskich producentów filmowych. Faktycznie – niektóre z [japońskich] produkcji nie są gorsze od tych realizowanych w Europie. Tak więc żywimy żarliwą nadzieję, że wkrótce nadejdą dni, gdy zagraniczni handlarze filmami staną się świadomi prawdziwej wartości japońskich filmów dramatycznych i zechcą wyświetlać je w swoich kinach, nie wspominając już o [niefikcyjnych] filmach ukazujących piękne widoki Japonii.

Nasze firmy i spółki filmowe robią wszystko, co w ich mocy, by wyprodukować film o japońskich samurajach (rycerzach) lub starożytnej historii Chin. Wiele wspaniałych filmów w technice kinemakoloru i kinetofonu zostało ostatnimi czasy wyprodukowanych w Japonii. Toteż, jeśli chcecie pozyskać dobre filmy na podstawie japońskich lub chińskich dramatów, złóżcie zamówienia do japońskich wytwórni i spółek filmowych. W razie potrzeby chętnie dostarczone wam zostaną dodatkowe informacje lub wprowadzenia [do filmów].

Szczerze mówiąc, Japonia znajduje się na etapie niemowlęctwa w kwestii kinematografii, ale nasz postęp był niezwykły i obecnie dokładamy największych starań, w celu jej polepszenia. Toteż szczerze wierzymy, że dostrzeżecie nas i nie przeoczycie nas jako niegodnych uczęszczania [na nasze filmy].

***

3) „Kinema Record” nr 24, czerwiec 1915.

Autor podpisujący się jako Bystander. Pierwsza część cyklu Nasze miesięczne wiadomości (Our Monthly News).

Tekst:

Rosyjskie filmy w Japonii

Około ośmiu lub dziewięciu lat temu w japońskich kinach wyświetlano głównie filmy francuskie. Większość z nich była produkcji Pathé Frères. Logo piejącego koguta było tak znajome naszej widowni kinowej, że napisano i śpiewano o nim kilka popularnych piosenek. Kilka lat później do naszego kręgu filmowego trafiły filmy zrealizowane w Anglii. Pierwszymi z nich były te wyprodukowane przez Clarendon Film Company. Od tego czasu wyświetliliśmy produkcje niemal każdej angielskiej spółki filmowej.  Po filmach z tych dwóch państw rok po roku do naszego środowiska filmowego sprowadzano filmy produkcji amerykańskiej, włoskiej i niemieckiej. Tak jak wiosna przychodzi po zimie, obecnie w naszych kinach zaczynają pojawiać się filmy zrealizowane w Rosji. Pierwsze rosyjskie filmy, jakie kiedykolwiek wyświetlono w Japonii, zostały sprowadzone do naszego kraju w styczniu tego roku przez Sun Film Company, której biuro mieści się pod adresem Minami-Nabechō, Kyobashi-ku, Tokio, Japonia. Spółka ma zamiar zajmować się głównie filmami zrealizowanymi w Rosji, możemy więc bezpiecznie założyć, że do naszych kin w przyszłości dostarczone zostanie wiele rzadkich rosyjskich filmów. Obecnie dobrą reputacją cieszą się wśród nas filmy wyprodukowane przez Khanjonkoff Company i Drankoff Company.

Filmy z Wysp Morza Południowego

Ze względu na sojusz brytyjsko-japoński Japonia przystąpiła do toczonej aktualnie wojny, czego naturalną konsekwencją było zdobycie Quindao i okupacja części Wysp Morza Południowego, co oznaczało oczyszczenie Wschodu z wpływów niemieckich. Świat od dawna zwracał baczną uwagę na te wyspy i ludzie z różnych państw przeprowadzali tam skrupulatne badania. Podczas jednej z misji Tokyo Cinema Company zdecydowało się wysłać na Morze Południowe pana Serikawę, by nakręcił filmy o tamtejszych wyspach. Pan Serikawa wszedł na pokład transportera wojskowego 13 lutego tego roku i po miesięcznej podróży wylądował na wyspie Jaluit wchodzącej w skład Wysp Marshalla, gdzie znajdowała się jedna z niemieckich baz morskich przeznaczonych dla operacji na Morzu Południowym. Po tym udało mu się nakręcić różne rzeczy na wyspie i kilku sąsiadujących wyspach, czemu towarzyszyło wiele trudności. Z filmami tymi powrócił do Japonii w kwietniu i obecnie są one wyświetlane publiczności. W tym miejscu prezentujemy dwa zdjęcia z tych filmów.


Ugo Musulli Company

Pan Ugo Musulli, właściciel Ugo Masulli Company z Jokohamy, wyłączny japoński agent włoskich firm Pasquali Film, Aquila Film i Savoia Film, udał się w ubiegłym miesiącu do Szanghaju w celu znalezienia chińskiego rynku zbytu dla filmów produkowanych i importowanych przez jego spółkę. Ogólnie rzecz biorąc, Japończycy lubią włoskie filmy, zwłaszcza te poświęcone historii Rzymu – gdy są wyświetlane w naszych kinach, zapełniają całe sale. Żaden japoński agent włoskich wytwórni filmowych nigdy nie omieszkał sprowadzić do nas tych wspaniałych historycznych filmów o starożytnym Rzymie. Niektóre z nich zostały sprowadzone do naszego kraju jeszcze zanim pojawiły się na rynku w Londynie. Podróż pana Ugo Masulliego do Chin ma z pewnością na celu sprzedaż włoskich filmów. Jesteśmy pewnie, że uważa on, iż Chińczycy będą chcieli oglądać te filmy tak samo jak my.

***

4) „Kinema Record” nr 25, lipiec 1915.

Autor podpisujący się jako Bystander. Druga część cyklu Nasze miesięczne wiadomości (Our Monthly News).

Tekst:

Pan Kōyō Komada jako wystawca

Dwadzieścia wiosen minęło odkąd pierwsze filmy zostały zaprezentowane Japończykom. Od tego czasu wielu Japończyków osiągnęło sukces, choć i niemała ich liczba poniosła porażkę w branży filmowej. Spośród tych, którzy odnieśli sukces, chcielibyśmy wspomnieć tu pana Kōyō Komadę. Jako wystawca przeprowadził on więcej pomyślnych interesów niż ktokolwiek inny w branży i rozciąga się przed nim obiecująca przyszłość.

W rzeczy samej jest on człowiekiem, który zawdzięcza wszystko swojej pracy. Jego ciężka praca i głębokie zainteresowanie kinem uczynił go tym, kim jest obecnie. Ale nie poprzestając na tych sukcesach niedawno stworzył on grupę filmową jeżdżące po całym kraju i obecnie odbywa wielką trasę po kraju, podczas której wyświetla on filmy, za sprawą czego jego nazwisko staje się popularne nawet na prowincji. Pośród filmów, które wyświetla, możemy wymienić tytuły takie jak Bismarck niemieckiej Eiko Film Company i Spartacus włoskiej Pasquali Film Company.

Pan Sudzuki w samolocie

Istnieje wiele filmów zagranicznych, które zostały nakręcone z samolotu lub sterowca, lecz jak dotąd – choć trudno w to uwierzyć – żadna taka produkcja nie została zrealizowana w Japonii. Jednakże pierwsza taka próba została podjęta w maju przez jednego z naszych rodzimy filmowców. Pan Nomoto, jeden z japońskich pilotów, który ukończył kurs w amerykańskiej szkole lotniczej Glenna Curtissa i powrócił do kraju w ubiegłym roku, uznał ten stan za godny politowania i zdecydował się zrealizować filmy poświęcone lotnictwu. Pan Sudzuki z Tokio Cinema Company został przez niego zaproszony, by przyłożyć się do tej ryzykownej pracy. Oczywiście podczas prac napotkał on wiele trudności, ale dzięki wspólnemu wysiłkowi pana Sudzukiego i pana Nomoto praca została zwieńczona sukcesem. W ten sposób w końcu Japończykom udało się zrealizować edukacyjny film o lotnictwie. Dzięki filmowi możemy zapoznać się z widokiem z lotu ptaka z lecącej maszyny, akrobacjami, lotem do góry nogami i innymi formami lotu, nie wspominając o strukturze maszyny czy sposobach sterowania nią, szybowania i lądowania. Dla cudzoziemca może być to rzecz niewarta podniecenia, jako że przyzwyczaił się on do takich widoków i stały się dla niego zbyt znajome, by przyciągnąć jego uwagę, jednakże dla nas, Japończyków, jest to kwestia godna odnotowania. Mamy więc zaszczyt przedstawić naszym zagranicznym czytelnikom pana Sudzukiegio, pioniera naszego filmu lotniczego

Nasze ulubione filmy

Nasze kina są zawsze pełne, gdy wyświetlane są rodzaje filmów, które zaraz wymienimy. Pierwszym z nich są filmy detektywistyczne realizowane w Niemczech, a drugim filmy historyczne realizowane we Włoszech lub w innych krajach. Naturalnym jest, że niemieckie filmy stopniowo znikają z naszego rynku, lecz inne filmy historyczne powiększają swoją strefę wpływów w naszym środowisku filmowym. Pośród filmów tego rodzaju, które niedawno sprowadzono, znalazły się te: Les Miserables, Joan of Arc, By the Cross, Last Days of Pompeii, Spartacus, Destruction of Carthage, Quo Vadis?, Anthony and Cleopatra i How Heroes Are Made. Tak wiele wspaniałych filmów zostało wysłanych do Japonii, jak gdyby był to Londyn. Czerwiec był świadkiem sprowadzenia trzech nowych znakomitych filmów; pierwszym jest Julius Caesar, drugi to Salambo, a trzeci Nero and Agrippina. Pierwsze dwa zostały sprowadzone przez Natural Colour Kinematograph Company, a ostatni przez Ugo Masulli & Company. Ciekawe, jaki będzie nasz kolejny ulubiony typ filmów.

Filmy wymienione w notkach to kolejno:
Bismarck, 1914, reż. Richard Schott, Gustav Trautschold, William Wauer
Spartaco, 1913, reż. Giovanni Enrico Vidali
Les misérables, 1913, reż. Albert Capellani
Giovanna d'Arco, 1913, reż. Ubaldo Maria Del Colle
In hoc signo vinces, 1913, reż. Nino Oxilia
Gli ultimi giorni di Pompeii, 1913, reż. Mario Caserini, Eleuterio Rodolfi
Delenda Carthago! (Tragedia dell'età antica), 1914, reż. Luigi Maggi
Quo Vadis?, 1913, reż. Enrico Guazzoni
Marcantonio e Cleopatra, 1913, reż. Enrico Guazzoni
Scuola d'eroi, 1914, reż. Enrico Guazzoni
Cajus Julius Caesar, 1914, reż. Enrico Guazzoni
Salambo, 1914, reż. Domenico Gaido
Nerone e Agrippina, 1914, Mario Caserini

***

5) „Kinema Record” nr 26, sierpień 1915.

Autor podpisujący się jako Bystander. Trzecia część cyklu Nasze miesięczne wiadomości (Our Monthly News). 

Tekst:

Pan K. Kobayashi 
Spośród licznych handlarzy filmowych pan Kisaburō Kobayashi z Natural Colour Kinematograph Company jest jednym z najpopularniejszych. Kiedy kinematografia została po raz pierwszy zaprezentowana w naszym kraju, przewidział on przyszły rozwój tego wspaniałego wynalazku i z miejsca obrał on tę ścieżkę kariery jako biznes na całe życie. Było to w 1900 roku. Choć zaczął on jako pracownik biurowy, za sprawą niezmordowanej pracowitości i niezwykłej energii szybko awansował w świecie i w 1909 roku prowadził własny sklep filmowy Kobayashi Shōten, W styczniu następnego roku po utworzeniu Fukuho-do z kapitałem zakładowym 350 000 jenów wstąpił on do tej firmy i robił wszystko, by uczynić ją coraz bardziej prestiżową. W celu zorganizowaniu trustu filmowego utworzono Japan Kinematograph Company z kapitałem zakładowym 10 milionów jenów, w ramy której weszła Fukuho-do, jemu zaś powierzono funkcję kierownika spółki.

Ponownie opuścił on firmę i po przezwyciężeniu licznych trudności udało mu się 25 października 1913 roku utworzyć jego własną spółkę Natural Colour Kinematograph Company z kapitałem 250 000 jenów. Jest to jedna z dwóch największych spółek filmowych, jakie mamy obecnie w Japonii. W tej sytuacji mówi się, że ma on przed sobą obiecującą przyszłość.

Foto-interpretatorzy

Jesteśmy pewni, że nasi zagraniczni czytelnicy mogą zastanawiać się, co oznacza słowo „foto-interpretator”. W rzeczy samej, tych można znaleźć wyłącznie w kinach Japonii. Jak myślicie, na czym polega ich praca? Jak do pewnego stopnia wskazuje samo słowo „foto-interpretator”, ich zadaniem jest tłumaczenie widowni  fabuły filmu, zanim obraz pojawi się na ekranie lub w trakcie wyświetlania filmu na białej płachcie. Czasami odgrywają dialogi dla aktorów w filmie, a niektórzy czynią to tak umiejętnie, że można odnieść wrażenie, iż postaci w filmie naprawdę mówią. Toteż w niektórych przypadkach, dzięki pomocy interpretatorów, filmy wyświetlane przed japońskimi widzami nie są niemymi dramatami ale prawdziwymi spektaklami. Jest zatem naturalne, że mamy wielu elokwentnych foto-interpretatorów i na wielu widzów wywierają dostarczane przez nich dialogi. Tak ważna stała się ich pozycja w japońskich kinach.

Z tego względu każdy kino w Japonii ma przynajmniej dwóch lub trzech „interpretatorów”, tak więc ich całkowita liczba na terenie Japonii przekracza trzy tysiące, jako że mamy ponad 900 kin. Większość z nich jest wykształcona i zna zagraniczny język – przynajmniej angielski. Ponieważ muszą czytać i wyjaśniać widzom napisy w zagranicznym języku pokazywane na początku każdej sceny. Jak wiecie w japońskich kinach wyświetlane są głównie filmy zrealizowane w innych krajach. Z tego względu pojawiła się potrzeba interpretatorów, którzy sprawią, że widownia będzie mogła zrozumieć, co dzieje się w poszczególnych scenach. Tak stopniowa rozwinęła się obecna funkcja „foto-interpretatorów”.

***

6) „Kinema Record” nr 31, styczeń 1916.

W artykule powtarza się część informacji, które pojawiły się w tekście z 22 numeru.

Autor podpisujący się jako Bystander. Artykuł Jakie są nasze kręgi filmowe (What Our Cinema Circles Are).

Tekst:

Od chwili, gdy kinematograf po raz pierwszy pojawił się w Japonii, minęło ponad dziesięć lat, toteż nie uważam, że nie jest koniecznym zastanowienie się nad tymi minionymi latami i opowiedzenie naszym zagranicznym czytelników, czym były i są nasze kręgi filmowe.

Yokota Shōkai, Yoshizawa Shōten, M. Pathe Shōkai i Fukuho-dō, które były jedynymi firmami kinematograficznymi istniejącymi do 1910 roku, połączyły się i nowa spółka o nazwie Nippon Katsudo Shashin Kaisha (The Japan Kinematograph Company) została założona w 1912 z kapitałem zakładowym  w wysokości 10 milionów jenów.

Głównym celem połączeniem tej fuzji była monopolizacja branży filmowej w Japonii, ale ideę tę udało się urzeczywistnić tylko przez krótki okres czasu. Rok później pojawił się potężny przeciwnik, świeżo założona Tennenshoku Katsudo Shashin Kaisha (The Japan Kinema Colour Company) z kapitałem zakładowym w wysokości 2 milionów jenów. Wkrótce zaraz po sobie założono kilka innych spółek i obecnie obok dwóch wymienionych wyżej firm mamy również Komatsu Shōkai, Tokyo Cinema Shōkai i M.Kashi oraz kilka małych firm.

Ogólnie mówiąc, nasze spółki zajmują się jednocześnie importem, produkcją, wypożyczaniem i wyświetlaniem filmów. Ale działalnością na której się koncentrują jest wyświetlanie filmów, tzn. zarządzanie kinami. Tak więc nasi producenci wyświetlają filmy, które sami realizują, w kinach, którymi bezpośrednio zarządzają lub które są przynajmniej z nimi powiązane. To jest właśnie powodem, dla którego nasze firmy filmowe mają relatywnie wysoki kapitał, biorąc pod uwagę to, że są producentami. Każda z nich ma wiele  kin na terenie całego kraju – od kilkuset do kilkudziesięciu.
Przykładowo: w Asakusie w Tokio w jednym rzędzie stoi kilkadziesiąt kin, co pokazuje do jakiego stopnia nasze firmy filmowe muszą rywalizują ze sobą jako wystawcy. Kina otwarte są od 10 rano do 10 wieczorem i długość filmów wyświetlanych w ramach programu wynosi około dziesięć tysięcy [stóp]. Powtarza się to trzy lub cztery razy dziennie.

Program zawiera filmy zrealizowany w Japonii, o długości około 3 tysięcy stóp i oprócz tego trzy lub cztery filmy produkcji zagranicznej, co przekłada się na łączną długość około 10 tysięcy stóp. Ceny biletów są następujące: 30 senów (15 centów) za miejsca pierwszej klasy, 20 senów (10 centów) za miejsca drugiej lasy, 10 senów (5 centów) za miejsca trzeciej klasy. Rzecz jasna trudno podać dokładną sumę, ale zakłada się, że całkowite wpływy do kas z jednego dnia wynoszą od 800 do 1000 jenów.

Niektóre kina wyświetlają wyłącznie zagraniczne filmy, ale obecnie w większości kin zasadą jest, by w ramach głównej części programu wyświetlać filmy realizowane przez producentów związanych z danym kinem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz