Pierwszy autorski projekt Marvano, w perfekcyjny sposób łączący ze sobą kawał historii XX wieku z fikcją literacką, to koronny argument za tym, by Belga przestać postrzegać jako „rysownika od Haldemana”, a zacząć jako „twórcę trylogii berlińskiej”.
Polskim miłośnikom komiksu Mark Van Oppen, skrywający się pod pseudonimem Marvano, znany jest przede wszystkim jako długoletni współpracownik Joe Haldemana. Belgijski ilustrator i amerykański pisarz science-fiction wspólnymi siłami przenieśli na karty komiksu dwie najsłynniejsze powieści tego drugiego – „Wieczną Wojnę” i „Wieczny Pokój” oraz stworzyli serię „Dallas Barr” będącą rozwinięciem uniwersum wykreowanego na potrzeby książki „Buying Time”. Niestety, przez długie lata dorobek Marvano, wykraczający poza działalność w tym tandemie, stanowił dla większości polskich czytelników wielką niewiadomą. Trudno dziwić się więc, że choć na Zachodzie jest on postrzegany jako artysta niezależny, angażujący się we współpracę z innymi scenarzystami, to nad Wisłą traktuje się go przede wszystkim jako „rysownika od Haldemana”. Oto jednak na naszym rynku pojawił się album, co do którego nie ma wątpliwości, że sytuację tę odmieni. „Berlin”, bo o nim mowa, stanowi bowiem pierwszy w pełni autorski projekt Marvano, w którym artysta dał się poznać nie tylko jako doskonały grafik, ale i kompetentny scenarzysta.






