czwartek, 31 grudnia 2009

"Dzieci Groznego" Åsne Seierstad

Rozmiłowana w Bułhakowie była studentka filologii rosyjskiej przybyła do kraju, w którym w szkołach dzieci uczą się, że do domu lepiej wracać obłoconą drogą, niż piękną łąką. Na tej pierwszej bowiem znajduje się mniej min.

„Terek pluszcze o kamienie, toczy mętny zdrój; na brzeg pełznie zły Czeczeniec, ostrzy kindżał swój” – pisał w połowie XIX wieku rosyjski poeta i prozaik Michaił Lermontow, oddając strach i pogardę jaką wobec dążących do niezależności mieszkańców Kaukazu odczuwali Rosjanie. Przeszło sto lat później niemal identyczny pogląd wyraża Nikołaj, młodzieniec z Uljanowska, który stał się kaleką, po tym jak nadepnął na minę na drodze do czeczeńskiego Centoroj, Aleksiej, student, którego klatkę piersiową przyozdabia tatuaż z rosyjskim orłem trzymającym w dziobie swastykę, dwóch profesorów matematyki zmierzających na konferencję w Moskwie, oraz całe rzesze podobnych im mieszkańców byłego Związku Radzieckiego. Być może myśleliby inaczej, gdyby na początku lat dziewięćdziesiątych Dżochar Dudajew nie potraktował zbyt poważnie wypowiedzi Borysa Jelcyna, który zachęcał każdego, aby wziął tyle wolności, ile jest w stanie unieść.

Gdy Åsne Seierstad pisała pierwsze zdanie korespondencji zagranicznej, która miała stać się przyczynkiem do książki „Dzieci Groznego” była młodą, niedoświadczoną absolwentką Uniwersytetu w Oslo, za którą tytuły, leady i śródtytuły wymyślał jej redaktor naczelny. Kiedy stawiała ostatnią kropkę, była już uznaną dziennikarką, sprzedającą swoje książki w milionowych nakładach. Jej dwukrotny pobyt w Groznym i okolicach (najpierw podczas tzw. pierwszej wojny czeczeńskiej, następnie zaś w trzy lata po oficjalnym zakończeniu drugiej wojny czeczeńskiej), opisany na kartach książki, sprawił, że wewnętrzna zmiana, jaka stała się jej udziałem, nie ograniczyła się jedynie do zwiększenia sprawności posługiwania się piórem. „Kiedyś zafascynowana Rosją, gnana niezłomną ciekawością, szukałam rosyjskiej duszy. Podróżując po imperium trzecią klasą, zachwycałam się i dziwiłam. Czyżby mój stosunek do świata zmienił się na zbyt negatywny? Czyżbym się rozczarowała?” – zastanawia się autorka. Odpowiedź na to pytanie znajdzie czytelnik w opisach nędzy, przemocy i tragedii, jakie dotknęły Czeczenów z powodu niechęci Rosji do wyzbycia się ambicji imperialnych. Okazuje się, że kraj Puszkina, Tołstoja i Bułhakowa zamieszkują również ludzie pokroju Graczowa czy Putina, oraz że to raczej propaganda i 1000 rubli miesięcznego odszkodowania dla inwalidów wojennych, niż romantyczne ody i liryki, kształtują współczesnego ducha narodu.

Reportaż Seierstad jest przejmującym zapisem losów narodu, którego komuniści próbowali pozbawić religii, języka, tradycji, słowem: całego etnosu odróżniającego go od pozostałych mieszkańców ziem zjednoczonych pod symbolem sierpa i młota; i który po upadku Związku Radzieckiego niesłusznie założył, że oto może mieć prawo do samostanowienia. Przemierzając ulice Groznego norweska dziennikarka obserwuje tych, na których wojna odcisnęła najbardziej dotkliwe piętno – dzieci pozbawione rodziców, błąkające się po ruinach miasta, do czasu kiedy będą miały na tyle szczęścia, by trafić do domu dziecka Hadżirat i Malika. Wbrew temu co może sugerować tytuł, bohaterami książki nie są jedynie najmłodsze ofiary globalnej polityki. Seierstad kieruje bowiem swe kroki, uszy i notatnik również ku matkom, które straciły swoje dzieci, dorosłym już wychowankom Hadżirat, dokonującym zamachy na Rosjan separatystom, starcom pamiętającym zesłanie do Kazachstanu, a nawet rosyjskim żołnierzom, którzy nie kipią entuzjazmem do służby na Kaukazie czy czeczeńskiej młodzieży zindoktrynowanej przez obecne, przychylne Kremlowi, władze. Wszystkie ich relacje, jak i własne doświadczenia, autorka zapisała z gracją powieściopisarki. Tylko czy można zachwycać się warstwą formalną książki, mając świadomość, że nic z tego, co zostało w niej opisane, nie zrodziło się w głowie autorki, lecz w umysłach rosyjskich decydentów i wojskowych?

Zasługą autorki, jest to, że choć swoje sympatie deklaruje w sposób jasny, pozostaje przede wszystkim dziennikarką, nie zaś agitatorką, i nie usuwa ze swej relacji wątków krytycznych wobec samych Czeczeńców. Norweżka, wychowana w zlaicyzowanym państwie, wskazuje – choć zwykle otwarcie ich nie krytykując – na negatywne aspekty zwiększania się wpływu radykalnego islamu na terenie kaukaskiej republiki. Trzeba bowiem pamiętać, że od czasu upadku Związku Radzieckiego, każda lokalna władza – od separatystycznego Dudajewa, przez radykalizującego Maschadowa, aż po prorosyjskich Kadyrowów – chciała zafundować swoim obywatelom duchowe odrodzenie. Seierstad opisuje więc dobroduszną Hadżirat, która potakująco kiwa głową, słysząc, że nie może modlić się podczas miesiączki, ze względu na to, że jest wtedy nieczysta; jej wychowanka, który zabija swoją siostrę za zhańbienie swojej rodziny; czy prowadzącego program religijny stryja urzędującego prezydenta, który przekonuje, że dziewczę zdatne jest do zamążpójścia, kiedy tylko dostanie pierwszej „comiesięcznej przypadłości”, niezależnie od wieku.

„Dzieci Groznego” pokazują również, że pociągająca metafora domina, z której tak skwapliwie korzystali Amerykanie podczas Zimnej Wojny i Rosjanie po upadku Związku Radzieckiego, najpełniejsze zastosowanie odnajdując w przypadku muzułmańskiego fundamentalizmu. W latach dziewięćdziesiątych do obszernej listy państw, takich jak choćby Afganistan czy Pakistan, których część mieszkańców dała się wciągnąć w ideę świętej wojny i pobrała nauki u szkoleniowców z Bliskiego Wschodu, dołączyła Czeczenia, w której niemal od początku konfliktu względnie liberalny sufizm zaczął ustępować miejsca radykalnemu wahhabizmowi.

Choć książka Seierstad została już wydana, a władze rosyjskie pół roku temu ogłosiły ostateczne zwycięstwo nad kaukaskim terroryzmem, nie ulega wątpliwości, że o Czeczenii jeszcze kiedyś usłyszymy. „Dzieci Groznego” nie pozostawiają co do tego żadnych wątpliwości.


Tekst został pierwotnie opublikowany na łamach serwisu kulturalnego portalu Netbird.pl

3 komentarze:

  1. Wyobraź sobie, że czasem ktoś tu zagląda :) Nawet w Nowy Rok :) z tej okazji życzę wspaniałych recenzji i debat przy piwie... niekoniecznie kulturalnych ;) Jaworznianka

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszytkie debaty przy piwie z Panem Optykonem są kulturalne. Co zostało wielokrotnie potwierdzone :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oczywiście że są kulturalne, jeszcze pod stół nie zeszliśmy :D

    OdpowiedzUsuń