sobota, 7 listopada 2009

Niech moje koszmary staną się i waszymi: H.R. Giger

W futurystycznym cyklu "Biomechanoidy" Giger dawał wyraz zarówno swej fascynacji biologicznością człowieka, jak również obawom i nadziejom związanym z postępującym rozwojem technologicznym.

„Niedochodowa” – takim przymiotnikiem ojciec H.R. Gigera zwykł określać sztukę. Stateczny aptekarz, niemal przez całe życie nie mógł zrozumieć, dlaczego jego syn, zamiast pójść w ślady ojca, zapragnął zostać artystą. Dlatego też przy każdej okazji powtarzał mu, że uprawiając współczesną sztukę nigdy nie zarobi nawet na skromne utrzymanie. Przyszłość zweryfikowała jego poglądy pokazując, że artysta wcale nie musi być głodnym, by być wiarygodnym. Twórczość Gigera stanowi bowiem jeden z najznamienitszych przykładów udanego mariażu sztuki i biznesu.

Hans Reudi Giger urodził się 5 lutego 1940 roku w Chur w Szwajcarii. Ironią losu jest, że jedna z najbardziej rozpoznawalnych osobowości szwajcarskiego świata sztuki najmłodsze lata lata swojego życia spędziła w mieście, w którym określenie „artysta” było terminem obelżywym, łączącym pojęcia pijaka, kobieciarza, wagabundy i prostaka. Nic więc dziwnego w tym, że jeszcze długo po osiągnięciu pierwszych sukcesów na arenie międzynarodowej, nie potrafił do swej działalności przekonać ojca. Giger senior udzielając w roku 1976 wywiadu do filmu „Giger’s Necronomicon” swą wypowiedź rozpoczął tymi słowami: „Zdumiewa mnie, że spłodziłem tak zwanego artystę”.

Cóż. Przynajmniej do tego czasu przekonał się, że mimo wszystko syn jest w stanie zarobić na swoje – wcale znowu nie takie skromne – utrzymanie. Poza oczywistym talentem przyczynił się do tego jego charakter. W porównaniu do sporej części swoich kolegów po fachu, H.R. Giger cierpi bowiem na coś, co określić można mianem „chronicznego niedoboru nadęcia”. Jest on oczywiście, jak przystało na prawdziwego artystę, nieco ekscentryczny, jednakże nie podziela poglądu, wedle którego człowiekowi sztuki zarabiać w pewien sposób nie wypada. Choć jego prace wystawiane są na całym świecie, w liczących się galeriach i muzeach, nie przeszkadza mu to angażować się we współpracę z wytwórniami filmowymi i rozlicznej maści muzykami. Oprócz tego czerpie on pieniądze ze sprzedaży projektowanych przez siebie mebli i innych elementów dekoracji wnętrz, biżuterii, oraz z założonej w 1992 roku sieci barów. W każdej ze sfer swojej zawodowej działalności przestrzega on jednak podstawowej zasady: to biznes ma być podporządkowany idei sztuki, a nie odwrotnie.

Twórczość H.R. Gigera niezwykle trudno zaklasyfikować do konkretnego nurtu XX-wiecznej sztuki. Jego styl w bezpośredni sposób można wyprowadzić z klasycznego surrealizmu, oraz inspirowanego nim realizmu fantastycznego, polegającego na łączeniu realistycznych przedmiotów w fantastyczne, przepełnione symboliką wizje. Sam artysta za swoich ideowych ojców uważa Salvadora Dali oraz Ernesta Fuchsa. Cechami konstytuującymi jego twórczość są: operowanie ciemnymi, często monochromatycznymi barwami, imitowanie metalicznych odbłysków i faktury przedstawianych obiektów, oraz tworzenie wieloplanowych kompozycji, nierzadko pozbawionych punktu centralnego. Wszystko to Giger łączy z zamiłowaniem do makabry i groteski, oraz fascynacją okultyzmem, ludzką biologicznością i ideą podświadomości. Efektem są fantasmagoryczne, pełne symboli wizje rodem z sennych koszmarów.

Kluczowym momentem w karierze Gigera był rok 1968, kiedy to Bruno Bischofsberger wydał publikację zawierającą zdjęcia jego pierwszych „Biomechanoidów”. Biomechanoidy stanowiły owoc połączenia człowieka i technologii, ciała i maszyny. W pracach im poświęconych Giger dawał wyraz zarówno swej fascynacji biologicznością człowieka, jak również obawom i nadziejom związanym z postępującym rozwojem technologicznym. „Badania genetyczne jeszcze nas nauczą lęku. Klonowanie (stworzenie dwóch identycznych organizmów) już jest koszmarem. Bliźniaki syjamskie jako robotnicy: jedno ciało, dwie głowy, cztery ręce”. Zdaniem artysty przyszłość nie maluje się w samych pozytywnych barwach. Wizje świata łączącego to, co organiczne z tym, co mechaniczne Giger rozwijał w dalszych pracach, nie tylko tych z cyklu „Biomechanoidów”. Po pewnym czasie część krytyków mianem „biomechanicznej” zaczęła określać całą jego twórczość. Wskazywano na to, jak błyskotliwie artysta ten opisuje istotę XX wieku, w którym coraz trudniej wyobrazić sobie życie bez technologii stopniowo zniewalającej gatunek ludzki. Futurystyczne obrazy Gigera wskazują na końcowy efekt procesów, które już się rozpoczęły – symbiozę człowieka i maszyny, postaci, w których nie sposób precyzyjnie wskazać na to, gdzie kończy się to, co biologiczne a zaczyna to, co mechaniczne.

Zanim formuła biomechanoidów do końca się wyczerpała, Giger postanowił odświeżyć swoje portfolio i spróbować nowych pomysłów. W roku 1976 wydał pierwszy album z cyklu „Necronomicon” inspirowany tematyką okultystyczną i twórczością H.P. Lovecrafta. Spora część prac z tego cyklu jest również przeniesieniem na płótno nocnych koszmarów artysty. W młodości cierpiał on na rodzaj parasomnii odznaczający się występowaniem częstych lęków nocnych. Giger wspomina, że kiedy pobierał nauki w Zurychu, jego przyjaciel pokazał mu kiedyś serię fotografii z 1904 roku przedstawiających torturowanie mordercy chińskiego cesarza. „Przerażony sekwencją strasznych obrazów nadal przed oczami wróciłem do mojego pokoju. Przez tydzień starałem się jak mogłem nie zasypiać. Bardzo bałem się zasnąć ponieważ byłem pewny, że będą mi się śniły”. W perspektywie długofalowej efektem ujrzenia tych zdjęć był obraz „Vlad Tepes”. Na rezultaty „Necronomiconu” aż tak długo czekać nie było trzeba.

W roku 1977 miało miejsce wydarzenie, dzięki któremu o H.R. Gigerze mogli usłyszeć niemal wszyscy, łącznie z ludźmi, którzy w galerii sztuki lub muzeum bywają rzadziej niż raz w życiu. Wtedy bowiem zgłosił się do niego Dan O’Bannon, który stwierdził, że skończył pisać scenariusz horroru science-fiction i że reżyser potrzebuje kogoś, kto wykonałby dla niego projekt scenografii oraz wizerunku potwora. Giger zaprezentował więc osobom odpowiedzialnym za produkcję kilka swoich prac, w tym wchodzące w ramy kolejnego albumu „Necronomiconu” obrazy „Necronom IV”, „Necronom V” i „Hieroglify”. Ridley Scott, bo to on był owym młodym reżyserem – wpadł w zachwyt. Giger dostał angaż, a produkcja ruszyła pełną parą. W ten oto sposób narodził się Ksenomorf, znany powszechnie jako Obcy. „Ukochane dziecko” Gigera zdominowało wyobraźnię widzów na całym świecie, jemu samemu przynosząc Oscara za najlepsze efekty wizualne, oraz rozpoznawalność poza hermetycznym kręgiem twórców i miłośników sztuki. Nie należy też zapominać o nowych zleceniach, dzięki którym Giger mógł śmiało spojrzeć w niebo i krzyknąć: Sztuka może być dochodowa!


Tekst został pierwotnie opublikowany na łamach serwisu kulturalnego portalu Netbird.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz